30.04.2014

2. Co rude, to fałszywe

Usiadłem tuż obok rudowłosej, obejmując ją jednocześnie ramieniem. Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie i upiła pierwszy łyk pysznego wina. Nie odrywałem od niej wzroku, siedząc jak zaczarowany. Czy to normalne, że tak na mnie działała? Nigdy wcześniej żadna dziewczyna nie zawróciła mi tak w głowie. I to już przy pierwszym spotkaniu. Przecież byłem kolesiem nie wierzącym w jakiekolwiek uczucie. I niech tak pozostanie, tak jest łatwiej. Odwróciłem wzrok od dziewczyny, by spojrzeć na swoje buty. Co się ze mną dzieje? Przechyliłem nerwowo kieliszek, wlewając większość jego zawartości wprost do moich ust. Uwielbiałem wino. Zwykle się nim delektowałem, a nie tak po prostu pochłaniałem, lecz tym razem czułem potrzebę szybkiego oderwania się nieco od rzeczywistości. Tom Kaulitz. Tom Kaulitz jest wiecznym singlem, imprezowiczem. Nie wie co to miłość. A tym bardziej od pierwszego wejrzenia.

Gdy butelka była niemal pusta, a większość napoju jakimś cudem znalazło się w moim żołądku, byłem totalnie rozluźniony. Świetnie bawiłem się z Lexi. Śmialiśmy się, tańczyliśmy, śpiewaliśmy. Byłem już mniej trzeźwy, przez co pozwalałem sobie na trochę więcej swobody niż zazwyczaj. Dość głośna muzyka rozchodziła się po całym domu. Mam nadzieję, że sąsiedzi jakoś to przeboleją. Nie specjalnie nas lubili, lecz po każdej głośnej nocy dawaliśmy im co nieco; czy to wino, czy jakąś gotówkę, więc nie mogli narzekać. Biorąc to pod uwagę, problemów z policją raczej nie mieliśmy. Spojrzałem na dziewczynę, która właśnie kręciła seksownie biodrami pod rytm szybkiej piosenki. Zakręciło mi się w głowie. Obracała się wokół własnej osi, a po chwili nagle znalazła się obok kanapy, na którą przed chwilą opadłem, by nieco odsapnąć. Złapała mnie pewnie za dłoń, ciągnąc w kierunku wolnej przestrzeni, gdzie przed chwilą było mi dane zobaczyć interesujący występ. Zaczęła kręcić się wokół mnie, obracać, aż w końcu objąłem ją mocno. Objąłem, obróciłem do siebie przodem, a następnie wpiłem się w te jej ponętne usta. Lexi stała przez chwilę nieruchomo. Nie odpychała mnie, ale też nie odwzajemniała pocałunku. Oderwałem się na chwilę od jej warg i spojrzałem na nią pytającym wzrokiem. Ona tylko zadziornie uśmiechnęła się do mnie, po czym łapczywie dorwała się do moich ust. Tak, to mi się podobało. Złapałem ją w pasie swoimi silnymi rękoma i uniosłem w górę. Zielonooka oplotła moje biodra swymi chudymi nogami, po czym oderwała się od mojej twarzy.
-Masz może coś mocniejszego? - Spytała, wciąż się uśmiechając. W odpowiedzi, niosąc dziewczynę, cofnąłem się jedynie do barku i wyciągnąłem z niego pierwszą lepszą wódkę. Ona tylko jeszcze mocniej się uśmiechnęła i chwyciła ją w swoje ręce, otworzyła, po czym zrobiła dwa łyki, następnie przykładając zimne szkło do moich ust. Cóż, ja zrobiłem tych łyków trochę więcej. Odłożyłem butelkę na stolik i korzystając z okazji, iż jeszcze trzymam się na nogach, z bagażem w rękach pobiegłem po schodach w górę. Dziewczyna przez cały ten czas składała liczne pocałunki na mojej szyi i byłem pewien, że rano znajdę tam przynajmniej jedną malinkę.
Czułem się taki podekscytowany. Łapczywie chwytaliśmy oddech między gorącymi buziakami. Nawet nie wiem kiedy wylądowaliśmy na łóżku. Dziewczyna siedziała na mnie okrakiem i wciąż całując całe moje ciało, rozpinała koszulę. Po chwili również zabrałem się za pozbycie się jej ubrań, lecz zdążyłem jedynie ściągnąć bluzkę, po czym usłyszałem jej głos.
- Poczekaj, pójdę tylko do toalety. Mam dla Ciebie coś specjalnego. - Powiedziała z błyskiem w oku, oblizując apetycznie wargi. Nie specjalnie ucieszyłem się, gdy dziewczyna jeszcze raz mocno wpiła się w moje usta, po czym powoli zsunęła z łóżka.
-Zaraz za rogiem, po lewej stronie. - Powiedziałem od niechcenia. - Pośpiesz się tylko. - Lexi posłała mi jeszcze jeden niesamowity uśmiech, po czym zniknęła w korytarzyku prowadzącym do wyjścia z mojego pokoju. Oprócz drzwi do łazienki znajdowały się tam również drzwi do mojej skromnej garderoby. W porównaniu do garderoby Billa, faktycznie była bardzo skromna. Pożałowałem trochę, że nie wziąłem ze sobą tej biednej wódki, która teraz stała tak sama w salonie. Co prawda czułem, że nie byłby to najlepszy pomysł, gdybym po nią poszedł, ponieważ i tak szumiało mi już w głowie, co chwilę coraz mocniej, lecz zawsze im bardziej byłem pijany, tym więcej alkoholu chciałem. Poza tym musiałem jakoś zagłuszyć wewnętrzne, dziwne uczucia do dziewczyny. Zebrałem się więc z łóżka i powoli stanąłem na nogach. Krzyknąłem w stronę łazienki, że zaraz wracam, bo idę po coś do picia i wyszedłem. Zszedłem chwiejnym krokiem po schodach, kierując się w stronę salonu. Od razu ujrzałem pożądaną rzecz i natychmiast chwyciłem ją jednym ruchem w rękę. Stwierdziłem jednak, że głupio by było mieć jutro jakiegoś mocniejszego kaca, więc postanowiłem wybrać się jeszcze do kuchni po butelkę mineralnej wody do picia. Otworzyłem ją i przechyliłem w stronę swoich ust z zamiarem nawodnienia organizmu czymś bez procentów i... oblałem się. Usłyszałem na górze głośny huk, przez co aż podskoczyłem z zaskoczenia. Cholera, cały byłem mokry. Troszkę zdenerwowałem się tym faktem, lecz byłem równie ciekawy, co się tam stało. Zakręciłem plastikową butelkę, i chwytając również tę szklaną skierowałem się w stronę schodów. Szedłem w górę niepewnym krokiem, łokciem sunąc po poręczy, aby zachować równowagę.

-Lexi?  - Powiedziałem głośniej, będąc tuż przed wejściem do pokoju. Nie usłyszałem odpowiedzi. - Wszystko w porządku? - Kopnąłem lekko drzwi, nie mając wolnej ręki, aby je otworzyć, a następnie wszedłem do środka. Rozejrzałem się w obie strony, a gdy nie zobaczyłem tam dziewczyny, cofnąłem się do łazienki. Drzwi były zamknięte, więc musiała wciąż tam być. Zapukałem delikatnie w drewno, jednocześnie przysuwając do niego głowę. - Jesteś tam? - Spytałem, przysłuchując się uważnie. Nie usłyszałem odpowiedzi, co sprawiło, że totalnie zgłupiałem. -Lexi? - Powiedziałem już znacznie głośniej, tracąc cierpliwość. Ponownie nie słysząc żadnej odpowiedzi, niepewnie nacisnąłem klamkę. Drzwi natychmiast się otworzyły, a moim oczom ukazała się zupełnie puste wnętrze. Jeśli nie ma jej tutaj, ani w moim pokoju, to gdzie jest? - Pomyślałem. Dopiero po chwili namysłu stwierdziłem, iż jestem głupi. -  Przecież powiedziałem jej, że idę do kuchni! Na pewno teraz szuka mnie gdzieś na dole. - Odłożyłem obie butelki na łóżko, po czym po raz kolejny zszedłem na dół. Byłem zdziwiony, gdy nikt nie odpowiadał na moje wołanie, więc postanowiłem sprawdzić czy drzwi, które po wejściu kazałem dziewczynie zakluczyć, nadal są zamknięte. Poszedłem więc wzdłuż korytarza i skręciłem w lewo, wchodząc do mniejszego korytarzyka, w którym znajdowało się główne wejście. Nacisnąłem klamkę i z ulgą stwierdziłem, że drzwi wciąż są zamknięte zamknięte. Po chwili jednak kompletnie już nie rozumiałem o co chodzi. Przecież wołałem ją. Wołałem ją głośno i z pewnością mnie usłyszała. - Jezu, może ona leży gdzieś nieprzytomna! - Pomyślałem i na prawdę się przestraszyłem. W końcu wcześniej coś na górze huknęło i całkiem możliwe jest, że była to ona. Stałem tak podenerwowany przez chwilę nie wiedząc co zrobić. Z jednej strony chciałem natychmiast pobiec na górę i rozpocząć poszukiwania, lecz musiałem się najpierw zastanowić odkąd powinienem zacząć, a alkohol szumiący mi w głowie oraz strach wcale mi nie pomagały. Ten dom w końcu nie był taki mały, i w dodatku gdy zaczynałem obmyślać plan poszukiwań, już przy trzecim pomieszczeniu zapominałem, od którego postanowiłem zacząć. Na szczęście po chwili znów usłyszałem na górze jakieś głosy. Najszybciej jak w tej chwili umiałem pobiegłem znów na tę nieszczęsną górę i skierowałem się w stronę, skąd dały się słyszeć owe głosy. Byłem niemal pewien, że Lexi z kimś rozmawia. Nie dane mi jednak dane usłyszeć czegokolwiek, gdyż za moment zapanowała cisza. Wiedziałem już jednak mniej więcej w którą stronę powinienem iść.
- Lexi, gdzie do cholery jesteś?! - Z nerwów już krzyknąłem. Nie rozumiałem tego. Co jest z tą dziewczyną? Coś jej dolega, czy bawi się ze mną w kotka i myszkę? Zatrzymałem się czekając na jakąkolwiek odpowiedź. Niestety jej nie otrzymałem, więc ruszyłem dalej. Szedłem przed siebie dość długim korytarzem otwierając po kolei drzwi, które mijałem. Nie było jej w żadnym pokoju gościnnym, nie znalazłem jej też w drugiej z trzech łazienek znajdujących się na tym piętrze. Gdy przechodziłem koło pokoju Billa, coś twardego nagle spotkało się z moją twarzą. Straciłem równowagę i wywróciłem się do tyłu. Nos bolał mnie jak cholera. Gdy podniosłem wzrok i spojrzałem przed siebie, zrozumiałem, że obiektem, z którym przed chwilą zaliczyłem bardzo bliskie spotkanie były drzwi od pokoju mojego bliźniaka. Zdążyłem też zobaczyć jeszcze dziewczęce nogi, które szybko zniknęły mi z oczu, kierując się w stronę schodów. Natychmiast się podniosłem i pochyliłem do przodu, opierając ręce na kolanach, aby ochłonąć. Po kilku sekundach wyprostowałem się i pognałem do schodów, gdzie zobaczyłem biegnącą w dół dziewczynę.
-Hej, Ty! Wracaj tu! - Krzyknąłem i ruszyłem za nią biegiem, po tym jak zobaczyłem na jej ramieniu wypchaną średniej wielkości torbę. Więc chciała mnie tak po prostu okraść? O ja naiwny... Podczas zbiegania ze schodów wyciągnąłem z kieszeni spodni telefon, po czym szybko wykręciłem numer do brata. Miałem szczęście, że i ich nie zdążyła ze mnie ściągnąć.
-Bill, cholera! Gdzie jesteś?! - Krzyknąłem wciąż biegnąc za dziewczyną, właśnie zeskakując z ostatniego schodka. - Przyjeżdżaj tu raz dwa!
- Ej ej, uspokój się. Co jest? Właśnie minąłem bramę wjazdową, jestem już prawie pod domem. - Usłyszałem w słuchawce jego delikatny głos. Był już pod domem, jak dobrze. Lexi na szczęście o tym nie wiedziała. Wciąż uciekała, a ja już prawie ją miałem. Postanowiłem bohatersko się na nią rzucić, lecz ta zrobiła unik, przez co w efekcie wylądowałem jak długi na podłodze, a telefon wypadł mi z ręki.
-Lexi, co z Tobą, gdzie idziesz?! - Krzyknąłem za nią, starając się szybko podnieść z podłogi. Dziewczyna na chwilę obejrzała się w moją stronę, po czym wybuchnęła śmiechem i zgarnęła kluczyki od mojego samochodu z półki, która znajdowała się przy drzwiach.
-Oj głupiutki jesteś. I to bardzo, Tommy. Myślałeś, że przyszłam się tu z Tobą puścić, po czym jakby nigdy nic odejść? Przeliczyłeś się. - Rzuciła w moją stronę, a ja zdębiałem. Dziewczyny są naprawdę skomplikowane, a w dodatku niektóre z nich, tak jak ta, były znakomitymi aktorkami. Gdy już się podniosłem i z powrotem spojrzałem w kierunku drzwi, ujrzałem tam zaskoczonego bliźniaka, stojącego jak kłoda, który patrzył na mnie dziwnie.
-Co się gapisz, leć za nią! Ma kluczyki do mojego Cadillaca, jasna cholera! - Krzyknąłem, po czym Bill zerwał się w pogoń za tą podstępną złodziejką. Podbiegłem do drzwi i zobaczyłem Billa wyciągającego dziewczynę za włosy z samochodu. Trochę mnie to zaskoczyło, gdyż zawsze miałem swojego brata za osobę łagodną jak baranek, co sprawiło, że popatrzyłem się na niego jak na kosmitę, na co on odezwał się do mnie pretensjonalnym głosem.
-Ta suka zgarnęła połowę moich kosmetyków i biżuterii! - Na te słowa wybuchnąłem głośnym śmiechem, za co Bill zgromił mnie wzrokiem. - Z czego rżysz, chciała też zabrać ci samochód. - To zdanie sprawiło, że zamilkłem i straciłem ochotę na śmiech. Miał rację, dziewczyna chciała nas okraść. Oszukała mnie, zaatakowała drzwiami, prawie łamiąc mi nos oraz chciała zabrać moje kochane auto. Bill trzymał rękę na włosach Lexi, zmuszając ją do klęczenia pod jego nogami. Podszedłem do niej i kucnąłem, łapiąc po chwili prawą ręką jej podbrudek. Spojrzałem prosto w jej oczy, które nie ukazywały niemal żadnych emocji i zaśmiałem się złośliwie prosto w jej twarz.
-Teraz ładnie sobie porozmawiamy, kociaku. - Podniosłem się i wyprostowałem, a następnie skinąłem na bliźniaka, by zaprowadził dziewczynę do domu. - A jednak... Co rude, to fałszywe.