12.04.2014

1. Lexi

Był to nudny sobotni wieczór. Bliźniacy postanowili więc trochę się zabawić. Wchodzili właśnie do nocnego klubu. Jednego z najlepszych w LA. Tom z szerokim uśmiechem patrzył już na scenę, gdzie w pół nagie tancerki prezentowały swoje umiejętności. Bill przewrócił jedynie oczami widząc minę swojego brata. Zawsze, gdy tu przychodzili kończyło się to tak samo; młodszy z braci po dwóch godzinach przesiedzianych przy barze wracał do domu, podczas gdy jego bliźniak zabawiał się w najlepsze z tutejszymi panienkami. Czarnowłosy chłopak poklepał towarzysza po ramieniu wskazując głową na bar i tym samym dając mu do zrozumienia, że tam właśnie będzie mógł go znaleźć w najbliższym czasie. Tom natomiast jedynie kiwnął głową, a następnie ruszył w kierunku pięknych, wygimnastykowanych dziewczyn. Jego uwagę od razu przykuła szczupła, rudowłosa piękność. Ruszała się niesamowicie zmysłowo powalając swym wzrokiem wszystkich otaczających ją, napalonych mężczyzn, którzy bez namysłu wkładali grube pieniądze w jej bieliznę. Była wysoką kobietą o bladej skórze oraz ogromnych zielonych oczach. Jej sylwetka była niemal idealna; szerokie biodra, które swobodnie i luźno kołysały się z każdym jej krokiem oraz średniej wielkości piersi. Ubrana była w czarny stanik, na którego materiał naszyta była czerwona koronka oraz majtki do kompletu, które odsłaniały pewną część jej pupy. Na brzuchu dziewczyny można było zauważyć lekki zarys mięśni, dzięki którym tak bezproblemowo wykonywała różne figury na rurze, umieszczonej na samym środku sceny. Była jak bogini. Obiekt pożądania wszystkich obecnych tam panów. A przede wszystkim obiekt pożądania Toma. W tym momencie.

Gdy nadszedł koniec występu, Dredziarz od razu znalazł się niedaleko garderoby, w której znajdowały się klubowe tancerki. Był pewien, że oczaruje ją swoim urokiem osobistym. Żadna dziewczyna nigdy nie mogła mu się oprzeć. Wszystkie się nim zachwycały, co wcale go nie dziwiło – w końcu był sławny. Po dłuższej chwili już przyzwoicie ubrana panna opuściła pomieszczenie znajdujące się w kącie za sceną.
-Cześć - powiedział Tom, opierając się lewym bokiem o ścianę w wąskim korytarzyku, prowadzącym do sali głównej klubu. Dziewczyna uśmiechnęła się jedynie oraz zmierzyła go swoimi kocimi oczami od stóp do głów, po czym minęła i skierowała w stronę wyjścia. Chłopak stał przez chwilę zdezorientowany. Co to było? – Pomyślał. Jeszcze żadna przedstawicielka płci pięknej tak po prostu go nie zignorowała. Gdy już otrząsnął się z szoku szybkim krokiem ruszył za dziewczyną. Zatrzymał ją tuż przed drzwiami. – Hej, co jest?
-A co ma być? – Dziewczyna parsknęła patrząc wprost w oczy rozmówcy, czym nieco go speszyła. – Chciałabym wyjść, możesz puścić moją rękę? – Powiedziała przenosząc wzrok na wyjście z klubu.
-Tak, ale… Chciałem porozmawiać…– Powiedział niepewnie, oddalając powoli swoją szorstką dłoń od przedramienia tancerki.
-Dziękuję. – Rzekła czując, iż może już swobodnie poruszać ręką. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka. Na początku był bardzo pewny siebie, lecz teraz jego nastawienie uległo zmianie. Zgasiła jego optymizm i wprowadziła w stan niepewności. Chyba dotychczas nie spotkał się z takim zjawiskiem. – O co chodzi?
-Właściwie chciałem zapytać czy dasz namówić się na późną kolację… - Rzekł, po czym spojrzał swoimi brązowymi tęczówkami wprost w jej oczy. Jej początkowe zachowanie rzeczywiście nieco go speszyło. Po chwili stwierdził jednak, że nie ma się czym przejmować. Jak nie jedna to druga. Dużo by natomiast straciła odrzucając go. Spojrzał na jej usta wygięte w lekkim, nieco zadziornym uśmieszku. – Więc jak?
-W sumie mam jeszcze czas. – Uśmiechnęła się szeroko sprawdzając godzinę w telefonie. – Więc gdzie mnie zabierzesz?
-Co powiesz na IHOP? Jest całkiem niedaleko. – Powiedział kierując się wraz z dziewczyną do wyjścia. Nie czekając na odpowiedź podszedł do czarnego Cadillaca oraz otworzył drzwi pasażera, zapraszając ją tym samym do środka. Sam usiadł na miejsce kierowcy, włączył silnik i po chwili zastanowienia odezwał się do rudowłosej. – A jak Ty właściwie masz na imię?
-Lexi. – Oznajmiła, malując jednocześnie błyszczykiem malinowe usta, po których chwilę później delikatnie przejechała językiem. Schowała używany przed momentem kosmetyk do małej, czarnej torebki, po czym spojrzała na chłopaka.
- Świetne imię! – Poniekąd udał zachwycenie nad usłyszanym przed chwilą słowem. Imię jak imię, nic wyjątkowego w sobie nie miało, lecz wypadało obdarzyć kobietę jakimś komplementem. – Ja jestem Tom, miło mi Cię poznać. – Uśmiechnął się do niej i wyciągnął rękę.
-Wiem, kim jesteś. – Odrzekła zielonooka, odwracając wzrok od lusterka zamontowanego przed jej siedzeniem. – Również mi miło. – Podała chłopakowi rękę, a następnie wygodnie usadowiła się na swoim miejscu. Podobało jej się to auto. Całe wnętrze obite było białą skórą, siedzenia były niezwykle wygodne, a okna lekko przyciemnione. W środku panowała idealna temperatura. Nie było ani za gorąco, ani zimno tak jak na zewnątrz. Cieszyła się, że może spędzić tu chociaż trochę czasu. Sama zawsze marzyła o tak ekskluzywnym samochodzie, lecz doskonale wiedziała, że nigdy nie będzie ją na taki stać. Delektowała się lekkością, z jaką poruszał się po drodze. Uwielbiała samochody, uwielbiała nimi jeździć. A ten w dodatku był jak marzenie. Rozpływała się. Czuła, jak jej blada skóra wtapia się w fotel niczym biała czekolada pod wpływem ciepła, jakie tam panowało. Mogłaby pojechać teraz na koniec świata, byle by nie musieć zbyt szybko opuszczać cudownego pojazdu.

Gdy oboje znaleźli się już w barze oraz usiedli w jednym z wielu stolików ustawionych rzędem przy oknach, postanowili wybrać coś z menu. Jako, że żadne z nich nie było głodne zdecydowali się jedynie na pyszne Latte, które uwielbiała Lexi oraz Coca-Colę dla Toma. Bardzo przyjemnie rozmawiało im się o wszystkim i o niczym. Tom dowiedział się, że dziewczyna jest jedynaczką i pochodzi z domu dziecka, gdyż jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Rozmowę dziewczyna urozmaicała uwodzicielskimi uśmiechami kierowanymi w stronę dredziarza oraz „przypadkowym” muskaniem skóry rąk chłopaka. Tomowi to jednak nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Był bardzo zadowolony z takiego obrotu sytuacji, ponieważ sądząc po początkowym zachowaniu rudej, nie spodziewał się, że będzie do niego tak przyjaźnie nastawiona. Zauroczyła go. Oj zauroczyła. Była piękna, a sposób, w jaki ukazywała szereg prostych, białych zębów był niesamowity. Jej dłonie były tak delikatne i gładkie, że nie mógł wytrzymać nie myśląc bez przerwy o złapaniu ich w swoje męskie ręce oraz zmuszeniu do gładzenia jego skóry. Po pewnym czasie, gdy niewinne dotyki przerodziły się w ocieranie nóg Lexi o spodnie gitarzysty, postanowił zaproponować przejażdżkę do swojego mieszkania dziewczynie, która zgodziła się niemal bez chwili wahania.

Gdy dotarli na miejsce, Tom wyciągnął z ich prywatnego barku butelkę czerwonego wina pokazując je dziewczynie, która kiwnęła głową na znak, że chętnie się napije. Podczas, gdy chłopak mocował się z zassanym w butelkę korkiem, Lexi zdjęła buty na wysokim obcasie oraz płaszcz, który powiesiła na poręczy wysokich schodów. Zapewne prowadziły do pomieszczeń sypialnianych, z których dwa na pewno należały  do Toma oraz wspomnianego przez niego brata bliźniaka. Zaraz na swój płaszcz powiesiła również i torebkę, kierując się następnie w głąb mieszkania. Przeszła obok niemałej kuchni, skręcając zaraz w stronę salonu, skąd dało się słyszeć ciche stukanie kieliszkami.
-Piękny dom. – Stwierdziła, biorąc od chłopaka trunek. W rzeczy samej był przepiękny. Ogromny. Idąc do pomieszczenia, w którym aktualnie przebywała rozglądała się na wszystkie strony. Wszystko w tym domu było ogromne. Jakby któryś tu miał kompleks małego penisa. W drzwiach frontowych zmieściłby się słoń. A może i dwa słonie. Nie rozumiała, po co komu tak ogromne wejście. Obok niego znajdował się długi srebrny wieszak z mnóstwem najróżniejszych kurtek. Przed schodami prowadzącymi w górę leżał ogromny, czerwony, puchaty dywan, z którego minutę temu niechętnie zeszła. Idąc dalej, zaobserwowała jedynie półkę z kilkoma zdjęciami, znajdującą się naprzeciwko wejścia do kuchni, tuż przy ścianie, po prawej stronie pomieszczenia, które trudno nazwać było korytarzem. Ona nie miała nawet salonu o takich rozmiarach! Jego salon był natomiast gigantyczny. Och, tak mu zazdrościła! Przeleciała wzrokiem po pokoju, którego okna przysłonięte były pięknymi, czerwonymi i zapewne niezwykle ciężkimi zasłonami. Na beżowej ścianie znajdującej się naprzeciw niej, wisiała duża plazma, a kilka centymetrów za jej długimi nogami stała beżowa sofa, na którą za moment delikatnie usiadła, przenosząc swój wzrok na dredziarza. – Mieszkasz tu sam z bratem?
-Tak. Przez większość czasu jesteśmy tu sami. Czasem zdarzy się jednak, że odwiedzą nas rodzice. Dosyć często bywają u nas również kumple z zespołu czy też menager. - Chłopak przerwał na moment, by po chwili spojrzeć na Lexi tym swoim tajemniczym wzrokiem. - Ale spokojnie, brata nie ma w domu…

2 komentarze:

  1. Kocham *.* Rozdział boski , ale to imię ?! Nie było gorszego ? :C Ale poza tym to cud, miód i maliny <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Imię mi się podoba! :D Ale spokojnie, spokojnie... Może jeszcze nadrobię w Twoich oczach za to imię :D I dziękuję za miłe słowa <333 :*

      Usuń