Był to nudny sobotni
wieczór. Bliźniacy postanowili więc trochę się zabawić. Wchodzili właśnie do
nocnego klubu. Jednego z najlepszych w LA. Tom z szerokim uśmiechem patrzył już
na scenę, gdzie w pół nagie tancerki prezentowały swoje umiejętności. Bill
przewrócił jedynie oczami widząc minę swojego brata. Zawsze, gdy tu przychodzili
kończyło się to tak samo; młodszy z braci po dwóch godzinach przesiedzianych
przy barze wracał do domu, podczas gdy jego bliźniak zabawiał się w najlepsze z
tutejszymi panienkami. Czarnowłosy chłopak poklepał towarzysza po ramieniu wskazując
głową na bar i tym samym dając mu do zrozumienia, że tam właśnie będzie mógł go
znaleźć w najbliższym czasie. Tom natomiast jedynie kiwnął głową, a następnie
ruszył w kierunku pięknych, wygimnastykowanych dziewczyn. Jego uwagę od razu
przykuła szczupła, rudowłosa piękność. Ruszała się niesamowicie zmysłowo
powalając swym wzrokiem wszystkich otaczających ją, napalonych mężczyzn, którzy
bez namysłu wkładali grube pieniądze w jej bieliznę. Była wysoką kobietą o
bladej skórze oraz ogromnych zielonych oczach. Jej sylwetka była niemal
idealna; szerokie biodra, które swobodnie i luźno kołysały się z każdym jej
krokiem oraz średniej wielkości piersi. Ubrana była w czarny stanik, na którego
materiał naszyta była czerwona koronka oraz majtki do kompletu, które
odsłaniały pewną część jej pupy. Na brzuchu dziewczyny można było zauważyć
lekki zarys mięśni, dzięki którym tak bezproblemowo wykonywała różne figury na
rurze, umieszczonej na samym środku sceny. Była jak bogini. Obiekt pożądania wszystkich
obecnych tam panów. A przede wszystkim obiekt pożądania Toma. W tym momencie.
Gdy nadszedł koniec występu,
Dredziarz od razu znalazł się niedaleko garderoby, w której znajdowały się
klubowe tancerki. Był pewien, że oczaruje ją swoim urokiem osobistym. Żadna
dziewczyna nigdy nie mogła mu się oprzeć. Wszystkie się nim zachwycały, co
wcale go nie dziwiło – w końcu był sławny. Po dłuższej chwili już przyzwoicie
ubrana panna opuściła pomieszczenie znajdujące się w kącie za sceną.
-Cześć - powiedział Tom,
opierając się lewym bokiem o ścianę w wąskim korytarzyku, prowadzącym do sali
głównej klubu. Dziewczyna uśmiechnęła się jedynie oraz zmierzyła go swoimi
kocimi oczami od stóp do głów, po czym minęła i skierowała w stronę wyjścia.
Chłopak stał przez chwilę zdezorientowany. Co
to było? – Pomyślał. Jeszcze żadna przedstawicielka płci pięknej tak po
prostu go nie zignorowała. Gdy już otrząsnął się z szoku szybkim krokiem ruszył
za dziewczyną. Zatrzymał ją tuż przed drzwiami. – Hej, co jest?
-A co ma być? – Dziewczyna
parsknęła patrząc wprost w oczy rozmówcy, czym nieco go speszyła. – Chciałabym
wyjść, możesz puścić moją rękę? – Powiedziała przenosząc wzrok na wyjście z
klubu.
-Tak, ale… Chciałem
porozmawiać…– Powiedział niepewnie, oddalając powoli swoją szorstką dłoń od
przedramienia tancerki.
-Dziękuję. – Rzekła czując,
iż może już swobodnie poruszać ręką. Spojrzała jeszcze raz na chłopaka. Na
początku był bardzo pewny siebie, lecz teraz jego nastawienie uległo zmianie.
Zgasiła jego optymizm i wprowadziła w stan niepewności. Chyba dotychczas nie
spotkał się z takim zjawiskiem. – O co chodzi?
-Właściwie chciałem zapytać
czy dasz namówić się na późną kolację… - Rzekł, po czym spojrzał swoimi
brązowymi tęczówkami wprost w jej oczy. Jej początkowe zachowanie rzeczywiście
nieco go speszyło. Po chwili stwierdził jednak, że nie ma się czym przejmować.
Jak nie jedna to druga. Dużo by natomiast straciła odrzucając go. Spojrzał na
jej usta wygięte w lekkim, nieco zadziornym uśmieszku. – Więc jak?
-W sumie mam jeszcze czas. –
Uśmiechnęła się szeroko sprawdzając godzinę w telefonie. – Więc gdzie mnie
zabierzesz?
-Co powiesz na IHOP? Jest
całkiem niedaleko. – Powiedział kierując się wraz z dziewczyną do wyjścia. Nie
czekając na odpowiedź podszedł do czarnego Cadillaca oraz otworzył drzwi
pasażera, zapraszając ją tym samym do środka. Sam usiadł na miejsce kierowcy,
włączył silnik i po chwili zastanowienia odezwał się do rudowłosej. – A jak Ty
właściwie masz na imię?
-Lexi. – Oznajmiła, malując
jednocześnie błyszczykiem malinowe usta, po których chwilę później delikatnie
przejechała językiem. Schowała używany przed momentem kosmetyk do małej,
czarnej torebki, po czym spojrzała na chłopaka.
- Świetne imię! – Poniekąd
udał zachwycenie nad usłyszanym przed chwilą słowem. Imię jak imię, nic
wyjątkowego w sobie nie miało, lecz wypadało obdarzyć kobietę jakimś
komplementem. – Ja jestem Tom, miło mi Cię poznać. – Uśmiechnął się do niej i
wyciągnął rękę.
-Wiem, kim jesteś. –
Odrzekła zielonooka, odwracając wzrok od lusterka zamontowanego przed jej
siedzeniem. – Również mi miło. – Podała chłopakowi rękę, a następnie wygodnie
usadowiła się na swoim miejscu. Podobało jej się to auto. Całe wnętrze obite
było białą skórą, siedzenia były niezwykle wygodne, a okna lekko przyciemnione.
W środku panowała idealna temperatura. Nie było ani za gorąco, ani zimno tak
jak na zewnątrz. Cieszyła się, że może spędzić tu chociaż trochę czasu. Sama
zawsze marzyła o tak ekskluzywnym samochodzie, lecz doskonale wiedziała, że
nigdy nie będzie ją na taki stać. Delektowała się lekkością, z jaką poruszał
się po drodze. Uwielbiała samochody, uwielbiała nimi jeździć. A ten w dodatku
był jak marzenie. Rozpływała się. Czuła, jak jej blada skóra wtapia się w fotel
niczym biała czekolada pod wpływem ciepła, jakie tam panowało. Mogłaby pojechać
teraz na koniec świata, byle by nie musieć zbyt szybko opuszczać cudownego
pojazdu.
Gdy oboje znaleźli się już w
barze oraz usiedli w jednym z wielu stolików ustawionych rzędem przy oknach,
postanowili wybrać coś z menu. Jako, że żadne z nich nie było głodne
zdecydowali się jedynie na pyszne Latte, które uwielbiała Lexi oraz Coca-Colę
dla Toma. Bardzo przyjemnie rozmawiało im się o wszystkim i o niczym. Tom
dowiedział się, że dziewczyna jest jedynaczką i pochodzi z domu dziecka, gdyż
jej rodzice zginęli w wypadku samochodowym. Rozmowę dziewczyna urozmaicała uwodzicielskimi
uśmiechami kierowanymi w stronę dredziarza oraz „przypadkowym” muskaniem skóry
rąk chłopaka. Tomowi to jednak nie przeszkadzało, a wręcz przeciwnie. Był
bardzo zadowolony z takiego obrotu sytuacji, ponieważ sądząc po początkowym
zachowaniu rudej, nie spodziewał się, że będzie do niego tak przyjaźnie
nastawiona. Zauroczyła go. Oj zauroczyła. Była piękna, a sposób, w jaki
ukazywała szereg prostych, białych zębów był niesamowity. Jej dłonie były tak
delikatne i gładkie, że nie mógł wytrzymać nie myśląc bez przerwy o złapaniu
ich w swoje męskie ręce oraz zmuszeniu do gładzenia jego skóry. Po pewnym
czasie, gdy niewinne dotyki przerodziły się w ocieranie nóg Lexi o spodnie gitarzysty,
postanowił zaproponować przejażdżkę do swojego mieszkania dziewczynie, która
zgodziła się niemal bez chwili wahania.
Gdy dotarli na miejsce, Tom
wyciągnął z ich prywatnego barku butelkę czerwonego wina pokazując je
dziewczynie, która kiwnęła głową na znak, że chętnie się napije. Podczas, gdy
chłopak mocował się z zassanym w butelkę korkiem, Lexi zdjęła buty na wysokim
obcasie oraz płaszcz, który powiesiła na poręczy wysokich schodów. Zapewne
prowadziły do pomieszczeń sypialnianych, z których dwa na pewno należały do Toma
oraz wspomnianego przez niego brata bliźniaka. Zaraz na swój płaszcz powiesiła
również i torebkę, kierując się następnie w głąb mieszkania. Przeszła obok
niemałej kuchni, skręcając zaraz w stronę salonu, skąd dało się słyszeć ciche
stukanie kieliszkami.
-Piękny dom. – Stwierdziła,
biorąc od chłopaka trunek. W rzeczy samej był przepiękny. Ogromny. Idąc do
pomieszczenia, w którym aktualnie przebywała rozglądała się na wszystkie
strony. Wszystko w tym domu było ogromne. Jakby któryś tu miał kompleks małego
penisa. W drzwiach frontowych zmieściłby się słoń. A może i dwa słonie. Nie
rozumiała, po co komu tak ogromne wejście. Obok niego znajdował się długi
srebrny wieszak z mnóstwem najróżniejszych kurtek. Przed schodami prowadzącymi
w górę leżał ogromny, czerwony, puchaty dywan, z którego minutę temu niechętnie
zeszła. Idąc dalej, zaobserwowała jedynie półkę z kilkoma zdjęciami, znajdującą
się naprzeciwko wejścia do kuchni, tuż przy ścianie, po prawej stronie pomieszczenia,
które trudno nazwać było korytarzem. Ona nie miała nawet salonu o takich
rozmiarach! Jego salon był natomiast gigantyczny. Och, tak mu zazdrościła!
Przeleciała wzrokiem po pokoju, którego okna przysłonięte były pięknymi,
czerwonymi i zapewne niezwykle ciężkimi zasłonami. Na beżowej ścianie
znajdującej się naprzeciw niej, wisiała duża plazma, a kilka centymetrów za jej
długimi nogami stała beżowa sofa, na którą za moment delikatnie usiadła,
przenosząc swój wzrok na dredziarza. – Mieszkasz tu sam z bratem?
-Tak. Przez większość czasu
jesteśmy tu sami. Czasem zdarzy się jednak, że odwiedzą nas rodzice. Dosyć
często bywają u nas również kumple z zespołu czy też menager. - Chłopak przerwał na moment, by po chwili spojrzeć na Lexi tym swoim tajemniczym wzrokiem. - Ale spokojnie,
brata nie ma w domu…
Kocham *.* Rozdział boski , ale to imię ?! Nie było gorszego ? :C Ale poza tym to cud, miód i maliny <3
OdpowiedzUsuńImię mi się podoba! :D Ale spokojnie, spokojnie... Może jeszcze nadrobię w Twoich oczach za to imię :D I dziękuję za miłe słowa <333 :*
Usuń